W sobotę załoga Discovery z przyczyn pogodowych była zmuszona lądować w bazie sił powietrznych Edwards w Kalifornii.
Problemy z lądowaniem wystąpiły w czwartek czasu amerykańskiego. Wtedy NASA podjęła decyzję o jego przełożeniu, choć jej pracownicy nie zaprzeczali, że wszystko odbędzie się na rezerwowym miejscu w Kalifornii.
W piątek pogoda znów dała się we znaki i uznano, iż bezpieczeństwo siedmioosobowej załogi jest ważniejsze. Postanowiono skorzystać z drugiego wariantu i wylądować na zapasowym lotnisku w bazie sił powietrznych Edwards.
Wahadłowiec na pustyni Mojave bezpiecznie wylądował o 20:53 lokalnego czasu. Astronauci usłyszeli wówczas: "Witaj w domu Discovery!".
Lądowanie w innym miejscu znacznie odbije się na budżecie agencji. Prom, który poza Ziemią był 14 dni będzie trzeba przetransportować do właściwej bazy na grzbiecie Boeinga 747. Operacja ta potrwa tydzień i ma kosztować dwa miliony dolarów, co w czasach kryzysu gospodarczego jest dużą sumą pieniędzy nawet dla tak bogatej organizacji.
Misja STS-128 zaopatrzyła w sprzęt i aparaturę naukową Międzynarodową Stację Kosmiczną. W drugim tygodniu miała spotkanie z bliżej niezidentyfikowanym kawałkiem złomu. Na szczęście, doświadczeni astronauci skutecznie ominęli przeszkodę.
| « poprzednia | Następny » |
|---|





























Komentarze